ItalianoHrvatskiEnglishFrançaisDeutchEspañolPortuguesePo PolskuSlovakia     

 

Siostra Elvira

“Z każdym dniem jestem coraz bardziej szczęśliwa, ponieważ istnieję, narodziłam się, a jeszcze większą radość daje mi to, kiedy widzę, że Jezus postawił na mojej drodze sytuacje, w których nie musiałam martwic się o siebie. W życiu nie miałam nigdy wiele czasu na myślenie o sobie, o tym jak się czuje, czy jestem szczęśliwa czy smutna, dobra czy zła. Zawsze musiałam opiekować się innymi i zrozumiałam, że to oni stali się dla mnie drogą wzrostu człowieka, chrześcijanina i wierzącego. Od wielu lat jestem szczęśliwie zaślubiona Synowi “cieśli z Nazaretu”, mającego ten sam zawód , a z którym każdego dnia zmierzam do nowego życia wiecznego i wiecznej radości, odkrywając, że służba jest królowaniem. Nie ma królestwa bardziej fascynującego, potężniejszego, zadziwiającego, bogatszego od serca człowieka. Być w służbie serca Boga Ojca, służąc człowiekowi, oznacza doświadczyć zaszczytu królowania przez przezwyciężenie wyczerpania, zmęczenia, depresji, lęku: podajemy rękę komuś, kto cierpi bardziej od nas. To wielki dar, że mamy ubogich pośród nas, a mówiąc ubogi mam na myśli twojego ojca, męża, żonę, brata, ponieważ dzięki nim możemy wyjść poza nasze limity i przezwyciężyć próg zmęczenia. Można naprawdę przekonać się konkretnie, że:
“odnajdzie życie ten, kto je straci”.
                                                                                               (fragment książki: ”Matka Elwira”)

”Kiedy sięgam pamięcią do mojej historii widzę, że Bóg był od początku mego życia, że Duch Święty kierował sytuacjami tak, aby nauczyć mnie żyć w miłości, służbie …, tego apostolatu, który mogę rozwijać dzisiaj. Bóg przygotowuje “swoich robotników” według precyzyjnego planu. Dzisiaj dziękuję, że narodziłam się w wielodzietnej rodzinie, która w czasie wojny 1934-45 wyemigrowała na południe i doświadczyła wielu cierpień. W domu miałam ojca uzależnionego od alkoholu. Podczas gdy moja mama pielęgniarka była w pracy lub poza domem ja musiałam opiekować się rodzeństwem. Mój ojciec bardzo często miał swoje wymagania, a ja, dziecko, musiałam być posłuszna. Kiedy na przykład brakowało tacie papierosów wołał mnie tak długo, aż przyszłam, nawet jeżeli leżałam już w łóżku i było późno. Myśląc dzisiaj nad tą historią muszę przyznać, że było to kierowane przez Ducha Świętego, który pragnął abym stała się kobietą wolną od lęków, lenistwa, zahamowań i cierpienia. Prawdą jest, że dziecko cierpi, kiedy musi podnieść się z łóżka, drżąc całe, gdy musi biec w nocy, ciemną ulicą, po jedną paczkę papierosów. Ten prosty fakt, pragnę dzisiaj zobaczyć w inny sposób, tak, aby oddać chwałę Bogu, który działał we mnie, także za pośrednictwem nałogu i słabości mojego ojca. Dzisiaj odnalazłam się w służbie młodym i wszystkim osobom, które w jakiś sposób zostały postanowione na mojej drodze, które mnie potrzebują, którym brak uśmiechu, pomocnej dłoni, słowa, spojrzenia z uwagą. Czuję, że istnieje wewnątrz mnie wielka siła, aby dawać życie, która mnie ciągle mobilizuje, aby myśleć o innych bardziej niż o moim głodzie, zmęczeniu, lęku czy chorobie.
Chciałabym, aby stało się to przesłaniem dla wielu młodych, wielu dziewcząt, które piszą do mnie o swoich smutnych doświadczeniach z dzieciństwa. Często są to osoby zamknięte w negatywnych przeżyciach z przeszłości. Pragnę otworzyć i przeczytać ich historie za pomocą klucza wiary, spoglądając na Boga, który jest Ojcem, i który nigdy nas nie opuszcza i nie pozostawia samych na drodze. Dzisiaj wierze, że każde małe cierpienie zostało przeżyte z Jezusem, przez Niego zabrane, przecierpiane i zwyciężone.
Są to moje wspomnienia z dzieciństwa, wiele krzyży, wiele radości i obecność Maryi… Wspominam o nich, ponieważ każde dziecko, każda kobieta, wszyscy z was, którzy przeczytacie te fragmenty tekstu możecie odnaleźć entuzjazm i radość myśląc, że Bóg pragnie utkać pasjonującą historię z każdym z was, którzy przeżyliście w dzieciństwie rożne dramaty, przemoc, frustracje. Wiecie, że najbardziej autentycznym bólem i modlitwą jest Jezus na krzyżu, Jezus żyje dzisiaj, Jezus zmartwychwstał, aby dodać nam otuchy.
Jako kobieta nigdy bym może nie podjęła ryzyka przebywania 24 godziny na dobę z narkomanami, ponieważ byłam świadoma moich limitów. Jako osoba konsekrowana muszę przyznać, że Bóg działa nie zważając na moje słabości i grzechy. Zdałam sobie sprawę, że młodzi zostali porzuceni i wykluczeni ze społeczeństwa, które ich wykorzystało… Uświadomiłam sobie, że w rodzinach nie było dialogu, porozumiewania się, zaufania między małżonkami oraz rodzicami i dziećmi: młodzi zostali pozostawieni sami. Tak zrodziło się wezwanie, aby otworzyć drzwi wszystkim uwięzionym, najbardziej zdesperowanym, których się spotykało na stacjach, ulicach i w pociągach. Wezwanie, które pochodzi od Boga sprawia, że jesteśmy w stanie czynić dzieła i uwierzyć w rzeczy, o których wcześniej nigdy nie myśleliśmy i nie wyobrażaliśmy sobie. Nie było łatwo wytłumaczyć to moim przełożonym. Pytałam się ich wiele razy i przez wiele lat, czy jest możliwe otworzenie domu, który może przyjąć te osoby. Właściwie wytykano mi wszystkie moje limity i moją nędzę, mówiąc, że ”Ty nie jesteś gotowa ani nie masz wystarczającej wiedzy”. Ja zgadzałam się z tym odpowiadając: ”Jest to prawda, ale nie mogę już więcej spać spokojnie”. Wewnątrz mnie narastał wielki wulkan i czułam, że muszę dać odpowiedź Bogu, od którego otrzymałam dar nawracania młodych. Było to oczekiwanie w wielkim bólu. W końcu przyszła zgoda i rozpoczęłam w pewnym starym, zrujnowanym domu otrzymanym do użytku przez władze Saluzzo. Nie był to dom nadający się do zamieszkania, ale przyjechałam tam z wielkim entuzjazmem i wiarą. Tak, więc wraz z dwiema siostrami oraz jedną osobą poświęconą życiu konsekrowanemu w świecie otworzyliśmy drzwi domu i gdy minął tydzień czasu pojawili się pierwsi chłopcy. Po upływie miesiąca, podczas modlitwy porannej, jeden z chłopców przybliżył się do nas i powiedział: ”Chciałbym i ja zrozumieć to, co teraz robicie”. Po nim także inni chłopcy zjednoczyli się z nami w modlitwie. My nie proponowałyśmy im wcześniej modlitwy, ale powiedziałyśmy: ”Przyjmujemy człowieka takiego, jakim jest”.
Człowiek został stworzony przez Boga, a więc modlitwa jest przeznaczona dla nas, którzy wierzymy. Moja dusza skakała z radości, kiedy chłopcy, sami z siebie, wzięli w ręce brewiarz i zaczęli modlić się z nami.
Zobaczyłam w tym wielkość Boga, który dal mi radość widzenia młodych, będących niedawno niewolnikami zła i ciemności, a teraz modlących się z nami. Zrozumiałam, że ci młodzi byli spragnieni Boga, potrzebowali z Nim spotkania.
Na początku doświadczyliśmy bardzo wielkiego ubóstwa, ponieważ nie mięliśmy nic. Były tylko cztery ściany bez drzwi i okien oraz chwasty na wszystkie strony, a my nie mieliśmy żadnych narzędzi, stołów, krzeseł….nic! Pamiętam, że w jedną z sobót udałam się na targ i zatrzymałam się przy jednym ze stoisk z narzędziami, których nie mogłam kupić, ponieważ nie miałam pieniędzy. Z pewnością wyglądało dziwnie, że jakaś siostra zakonna przygląda się narzędziom do pracy, więc w pewnym momencie pewien mężczyzna zapytał mnie:” Siostra coś potrzebuje?”. Ja odpowiedziałam: “Tak, przydałoby mi się to narzędzie, a także to, jednakże nie mam pieniędzy”. On na to odpowiedział:” Nie ma problemu, weź to, co potrzebujesz, a o reszcie ja pomyślę”. Następnie człowiek ten zawiózł mnie do domu mówiąc: “Jedziemy, ja dostarczę wszystko”.
Zakupił on kosiarkę i wszystko, co było potrzebne do pracy oraz do urządzenia domu. To było pierwszym znakiem Opatrzności, który mi otworzył jeszcze bardziej oczy, na to, co Bóg zaczął działać. Byłam w momencie otwierania Wspólnoty, podobnie jak zostały otwarte inne we Włoszech, ale w tym momencie zrozumiałam, że nie mamy polegać na zapewnieniu ludzkim ofiarowanym przez rodziców, którzy byli w stanie dać to, o co poprosimy w celu ratowania dziecka narkomana. Zdałam sobie sprawę, że mam całkowicie zaufać Bogu i przyjąć Jego miłość. Przyjmując miłość Boga musieliśmy wyeliminować w stopniu radykalnym zależność od pieniędzy, które służyły wcześniej chłopcom do samobójstwa, ponieważ wydawali oni czasem 300 euro w ciągu dnia na narkotyki. Dla nich pieniądz był krokiem do śmierci. Dla mnie było wyraźnym, że mamy wybrać modlitwę i zaufanie Bogu a nie złudzenie. Z osobą uzależnioną nie można rozmawiać teoretycznie na temat wiary. Poza tym na początku młodzi nie są w stanie zobaczyć miłości Boga, ale tylko twoją. Muszą jednak zobaczyć w konkretnych gestach, że masz względem nich nieskończone miłosierdzie. Z tego powodu musieliśmy wykluczyć z naszej terapii to zapewnienie ludzkie, jakim jest pieniądz. Kiedy posiadasz pieniądze czujesz się silniejszy, mocniejszy a czasem także wszechmocny, tak jak ta młodzież mająca wiele pieniędzy w kieszeni. W ten sposób Wspólnota dokonała wielkiego wyboru wolności. Chłopcy byli zadziwieni, że aby wstąpić do Wspólnoty nie trzeba dawać żadnej opłaty. Dla mnie najważniejszym było pokazać im, że Bóg istnieje naprawdę, że On jest Ojcem, który interesuje się swoimi dziećmi oraz, że Opatrzność czuwa nad nami dniem i nocą. Nie mogłam o tych rzeczach tylko mówić, była potrzeba dotknięcia ich rękami, osobistego doświadczenia.
Doświadczyliśmy wiele momentów prawdziwego ubóstwa. Jedliśmy dłuższy czas rękami, ponieważ brakowało sztuciec, spaliśmy na ziemi, na trawie, którą kosiliśmy, ponieważ nie było materacy i łóżek, czekaliśmy na czas Boga i był to wybór wiary. Zgodziliśmy się na bycie ubogimi, bo chcieliśmy doświadczyć Opatrzności i Miłosierdzia Bożego. To, co się rozpoczynało, jeśli nawet dla mnie było niepojęte, było czymś wielkim, pięknym, ważnym dla Boga….
Od tego momentu Bóg nie przestał mnie zaskakiwać. Powstały nowe domy, wielu młodych, rodziny….także bracia i siostry pragną poświęcić całe swoje życie Bogu w tym wielkim dziele wybierając reguły ewangeliczne: naprawdę „nic nie jest niemożliwe dla Boga“! 

WydrukujWydrukuj